Jacek Kuroń – pamiętajmy

Wielki polityk i społecznik, przywódca opozycji demokratycznej w PRL, dwukrotny minister pracy i polityki socjalnej, a nade wszystko dobry człowiek – Jacek Kuroń ma od dziś salę swojego imienia w Sejmie.

Niewielu było polityków tak lubianych, jak Jacek. Zawsze zauważał każdego i każdemu potrafił powiedzieć coś, po czym człowiek czuł się wyróżniony. Był człowiekiem demokracji, demokratą z krwi i kości. Dla niego kompromis był zawsze możliwy.

Nie był fundamentalistą w żadnej sprawie. Może dlatego jako minister pracy potrafił przekonać ówczesnego ministra finansów prof. Balcerowicza do tak wysokiej waloryzacji świadczeń dla emerytów i rencistów. Nikomu później się już ta sztuka z ojcem polskiego kapitalizmu nie udała.

Jacek Kuroń na Starym Mieście

Na Starym Mieście, gdzie rozdawał zupę w ramach zbiórki na SOS, potrafił zauroczyć sobą ludzi przez tę krótką chwilę rozmowy, gdy sięgał chochlą do kotła. Nie mógł przecież zamienić z nikim więcej niż kilka zdań, ale to wystarczyło. (fot. Stiopa/CC)

Jako minister pracy Jacek uproczywie podkreślał związek pomocy państwa z własnym wysiłkiem potrzebujących. Miał nieograniczoną liczbę pomysłów na działalność społeczną, ale się przy nich nie upierał. Jeśli ktoś przedstawił inną lepszą propozycję, umiał zmienić zdanie bez wahania.

Brak Jacka Kuronia szczególnie odczuwamy dziś, gdy miejsce dialogu w polityce zajmuje monolog. Tworząc nową Radę Dialogu Społecznego w miejsce Trójstronnej Komisji chcieliśmy do tego nie dopuścić. Jacek Kuroń prawdopodobnie nie wypuściłby nas z sali aż byśmy się nie porozumieli. Ostatecznie udało się nam osiągnąć kompromis. Tak jak chciałby tego Jacek.

Nie był rewolucjonistą, był człowiekiem czynu. Nie chciał władzy dla samej władzy. Jeśli chciał wygrać wybory, to po to, aby zdobytą władzą się podzielić – z samorządami, z pracownikami, z orgniazacjami obywatelskimi. To wizja polityki, w której codziennym partnerem władzy w rządzeniu państwem są obywatele.

Na takiej Polsce zależy mi najbardziej.

Komentarze